Ze stolicą Apulii wiąże się tak wiele skojarzeń, że naprawdę nie wiem, co mógłbym napisać, czego ktoś już wcześniej nie napisał. O Bari powiedziano chyba wszystko.

Dla większości z Was będzie to prawdopodobnie pierwsze miejsce, z którym zetkniecie się po przylocie do Apulii. To tutaj znajduje się port lotniczy imienia Karola Wojtyły. Wysiadamy z samolotu, widzimy nazwę i od razu robi się jakoś bardziej swojsko.

Pytanie brzmi: co dalej?

Bierzecie samochód i uciekacie na południe czy zostajecie w Bari na dzień lub dwa?

Ja najczęściej robię to pierwsze. Bari to dla mnie przede wszystkim lotnisko, z którego szybko przenoszę się do samochodu albo pociągu i jadę do siebie. Ale kiedy przyjeżdżam tutaj przed lotem powrotnym, staram się pojawić dzień wcześniej. Po to, żeby trochę się pokręcić, zjeść coś dobrego i ponownie poczuć klimat tego miasta.

Trochę polskie Bari

Wspomniałem, że w Bari można poczuć się trochę jak u siebie. I rzeczywiście coś w tym jest.

Nasz papież ma tutaj swoje lotnisko. Zbigniew Boniek prowadził kiedyś tutejszą drużynę piłkarską. A w znamienitym sąsiedztwie św. Mikołaja — TEGO św. Mikołaja, biskupa, a nie przebierańca z reklam Coca-Coli — swój monumentalny nagrobek ma jedna z najbardziej niezwykłych kobiet, które zasiadały na polskim tronie: królowa Bona Sforza.

Znajdziecie go w surowej, monumentalnej Basilica di San Nicola.

Święty Mikołaj ma natomiast do swojej dyspozycji podziemną kryptę, w której przechowywane są jego relikwie. Ponieważ jest on również jednym z najważniejszych świętych prawosławia, nie zdziwcie się, kiedy zobaczycie tam wielu pielgrzymów obrządku wschodniego modlących się przy jego grobie.

Basilica di San Nicola to jedno z tych miejsc, które staram się odwiedzać za każdym razem. Nie dlatego, że jestem przesadnie pobożny. Po prostu uwielbiam takie budowle.

Bazylika jest jednym z najważniejszych przykładów romanizmu apulijskiego — surowa, masywna i niemal pozbawiona zbędnych ozdobników. I właśnie przez tę prostotę robi na mnie ogromne wrażenie.

To również bardzo dobry punkt, od którego można rozpocząć spacer po uliczkach Bari Vecchia, czyli starego miasta.

Kamienna uliczka Bari Vecchia o zmierzchu

Orecchiette, uliczki i owoce morza

A tam znajdziecie wszystko to, o czym czytacie w przewodnikach i czego wcześniej naoglądaliście się na rolkach w social mediach.

Włoskie mamme i nonne robiące na oczach turystów orecchiette. Małe kawiarnie. Bary. Pranie rozwieszone między kamienicami. Wąskie uliczki, w których co chwilę ktoś jedzie skuterem.

Tak — Bari jest niezwykle klimatyczne.

Tak — koniecznie spróbujcie orecchiette. Ja najbardziej lubię je w najprostszej wersji, z sosem pomidorowym.

No i oczywiście owoce morza.

Orecchiette wystawione na drewnianych stołach przy ulicy w Bari Vecchia
Zdjęcie: Maddy16869 / Wikimedia Commons, licencja CC BY-SA 4.0

I jeszcze opera…

Miłośnikom opery — albo po prostu pięknych wnętrz — polecam również Teatro Petruzzelli.

Ja osobiście byłem tam na Don Pasquale.

Chyba było fajne.

Przyznam, że zasnąłem.

Co gorsza, kiedy się obudziłem, natychmiast narobiłem sobie obciachu.

Obudziły mnie oklaski, więc przekonany, że właśnie skończył się akt albo całe przedstawienie, zacząłem klaskać razem z innymi.

Tyle że… nikt inny nie klaskał.

Okazało się, że oklaski były częścią akcji. Don Pasquale klasnął dwa razy, żeby wezwać służbę. Przy okazji wezwał również mnie ze snu.

On klasnął. Ja też klasnąłem.

Służba nie przyszła, za to kilka osób zaczęło się na mnie patrzeć. Pomimo tej żenującej wpadki sam teatr zachwycił mnie absolutnie i naprawdę warto zobaczyć go od środka.

Widownia i scena Teatro Petruzzelli w Bari

Mam też jedną wskazówkę praktyczną. Kiedy byliśmy tam w listopadzie, przyszedłem w płaszczu. Zapytałem, gdzie jest szatnia, po czym dowiedziałem się, że jej nie ma.

Całego Don Pasquale przesiedziałem więc z płaszczem na kolanach. Być może właśnie dlatego było mi tak ciepło i wygodnie, że zasnąłem.

Bari trzeba przeżyć po swojemu

O Bari można opowiadać godzinami. Można tworzyć listy zabytków, restauracji i miejsc, które „koniecznie trzeba zobaczyć”.

Ja uważam, że najlepiej po prostu tutaj przyjechać.

Pokręcić się po Bari Vecchia. Wejść do bazyliki. Zjeść orecchiette. Usiąść przy kawie. Przejść się nad morzem.

A potem napisać własną historię z Bari.

Do czego Was zachęcam.

Jeśli chcecie dowiedzieć się więcej o Bari albo myślicie o zakupie nieruchomości w tej części Apulii — napiszcie do nas.

Być może kiedyś zostaniemy sąsiadami.

Podpis autora: Tomek
Wróć do „O Apulii”